Był wrzesień albo październik 2004, dokładnie nie pamiętam. Wszyscy trzej, Rafał, Tomek i ja, wylądowaliśmy niechybnie w pewnej knajpce tuż obok rynku, gdzie zwykliśmy trafiać gdy zamykano słynne studenckie szynki jak „Szybki Jaś”, „Rejs”, albo mordownie o których mało kto wiedział, a których cennik nie różnił się niczym od oferty najzwyklejszego monopolu. Lokal nazywał się „Czeski film” a jedną z usług która szczególnie przypadła nam do gustu było podawanie piwa...